„Niesamowity Dzień”
Za błękitnym niebem, rozległą doliną, wielkim
borem, obok leśnej chatki rozciągała się Wrzosowa Kraina. W jej środku stał
duży murowany zamek. W zamku wraz ze swoimi Rodzicami żyła
sobie śliczna k …, a nie, bo właśnie żył sobie wyjątkowy książę!
Edward, miał kilku
oddanych przyjaciół: pełnego pomysłów bobra Henia, gąsienicę Lusię oraz
niedźwiadka Puszka. Byli oni stałymi gośćmi w zamku księcia.
Zapytacie
pewnie, gdzie byli rodzice Edwarda?
Otóż oni bardzo
kochali swojego synka, ale mieli swoje obowiązki. Czasami
pracowali dość długo i udzielali się charytatywnie, ale zawsze starali się
znaleźć czas dla swojej pociechy.
Niestety, jak w większości
rodzin, także w domu Edwarda zdarzały im się kłótnie.
Edward nie rozumiał zachowania rodziców i często obwiniał siebie
o ich nieporozumienia. Właśnie wtedy spotykał się ze swoimi wspaniałymi Przyjaciółmi, którzy ratowali go często z tarapatów.
o ich nieporozumienia. Właśnie wtedy spotykał się ze swoimi wspaniałymi Przyjaciółmi, którzy ratowali go często z tarapatów.
Pewnego dnia
król musiał wyjechać na dłużej, a Edward nie lubił kiedy taty nie było w domu,
nie miał się z kim bawić, jeździć konno i chodzić na wycieczki. Nie potrafił
tego zrozumieć, dlaczego tata musi wyjeżdżać.
Nie pomagały tłumaczenia rodziców, że tata ma taką pracę. Książę stawał się
coraz bardziej smutny, unikał rozmów z mamą, nie wspominając już o Heniu, Lusi
i Puszku. Przyjaciół zaniepokoił ograniczony kontakt z księciem. Postanowili więc zaskoczyć go i odwiedzić w zamku. Akcja musiała być bardzo dobrze zorganizowana! Bóbr własnymi siłami zbudował najszybciej, jak tylko potrafił dużą tratwę.
i Puszku. Przyjaciół zaniepokoił ograniczony kontakt z księciem. Postanowili więc zaskoczyć go i odwiedzić w zamku. Akcja musiała być bardzo dobrze zorganizowana! Bóbr własnymi siłami zbudował najszybciej, jak tylko potrafił dużą tratwę.
- HEJ HO, cała
naprzód !!! – krzyknął niedźwiadek
-Tak jest,
Kapitanie !!! – odparł bóbr
Tylko malutka
gąsienica bardzo przeraziła się ogromnej ilości wody, którą musieli pokonać …
Zapewne wiecie,
że wokół zamków rozciąga się fosa, która chroni fortecę przed nieproszonymi
gośćmi. Pewnie zastanawiacie się, czemu zwierzaki nie mogły wejść przez
zwodzony most?
Otóż królowa
również opuściła chwilowo królestwo
i pojechała piękną karocą do swoich sędziwych rodziców i droga za nią została zamknięta.
i pojechała piękną karocą do swoich sędziwych rodziców i droga za nią została zamknięta.
- Słuchajcie, ja
zostaję. Ja panicznie boję się wody, a gdybym nagle zamieniła się
w motyla, utonę ... – rzekła Lusia
w motyla, utonę ... – rzekła Lusia
- Nie możesz nas
teraz zostawić. Jesteśmy fantastyczną drużyną! A poza tym, żeby zamienić się w
motyla, musisz najpierw przeobrazić się w poczwarkę J
- No tak, z tego
strachu zapomniałam. Macie rację, przełamię swój lęk, poza tym jesteście obok -
a to daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Wszyscy
odetchnęli z ulgą!
Gdy tak płynęli
tratwą, w panikę wpadł Puszek. Na widok lecącego w jego stronę komara, o mało
nie wypadł za wodny pojazd...
-
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA – zaraz mnie ukłuje, będę ranny i jak wydostaniemy
się stąd do szpitala ?!?
- Puszku, on
jest mniejszy od Ciebie. Nie kołysz tak, bo zaraz wszyscy znajdziemy się pod
wodą!
- ALE jak ja nie
mogę przestać! Będę miał ogromnego bąbla i nikt nie będzie chciał się ze mną
bawić! To straszne!
- Hmm, jeżeli
ktoś ocenia Ciebie tylko po wyglądzie, chyba nie wart jest ani Twojego czasu
ani tym bardziej zabawy!
I tak, podczas wymiany
zdań, komar już dawno odleciał, tratwa się nie przewróciła, a niedźwiadek
skupił się na zadaniu, które mieli do wykonania.
Gdy wreszcie
zacumowali, zaczęli powolutku wspinać się po tajnych schodach. Niestety nie
posiadali klucza do żelaznych drzwi. Załamali się! Tyle wysiłku na nic. Nie damy
rady … -Takie myśli krążyły im po główkach, ale nikt nie powiedział
tego głośno. Wtem rozległ się ogromny BZYYYYYYK.
Z daleka to
stworzenie wyglądało na nietoperza, ale im było bliżej, tym było gorzej.
- To potwór! – krzyknęła
Lusia.
- Tak, potworny
potwór! Chyba nie jesteśmy tu mile widziani … - nadmienił bóbr.
- Słuchajcie, to
nie potwór, to przebrana za Batmana mysz !!! – stwierdził niedźwiadek.
- Za Batmana?
Nie, to Spiderman! Przyleciał nam z pomocą!
- Co Wy mówicie?
To pewnie przez tą ciemność wszystko Wam się pomyliło! Przecież te postacie są
tylko w filmach. Ach, ta Wasza wyobraźnia! – spostrzegła gąsienica.
- Ja znam ten
dźwięk, to … , o nie … to znów ten
przebrzydły komar, tylko tym razem założył na siebie pelerynkę. I leci znów
prosto na mnie!
Nie panikuj, tylko spokojnie, przecież jest mniejszy
ode mnie … i kiedy tak przypominał sobie te wszystkie zdania, zorientował się,
że komar nagle ucichł i wykorzystał swoją skrzętnie ukrytą mini-wiertarkę do
wykonania na tyle dużego otworu, aby wszyscy przyjaciele mogli się zmieścić.
Niedźwiedź Puszek
stał jak zaczarowany … Tym bardziej, że dowiedział się, że to samica … Tak jak
kot w butach, podobnie widok komarzycy z wiertniczym sprzętem mocno go zdziwił
… Już teraz nie pozwolił jej uciec. Stała się ich czwartym mocnym ogniwem!
Gdy wreszcie
dotarli na samą górę, - a dobrze, że był to jeszcze dzień, bo słońce rozświetlało im schody,
niepostrzeżenie wślizgnęli się do komnaty Edwarda.
– TA DAAAAAAM
!!!! – Edwardzie, jesteśmy!!!
Książę z
wrażenia, aż spadł ze swojego małego tronu.
- Co Wy tu
robicie i jak się tu dostaliście ?!?
- Lepiej nie
pytaj! Wprawdzie z małymi przygodami, ale grunt, że jesteśmy!
Opowiadaj, Co
się dzieje? Czemu do nas nie przychodzisz, nie rozmawiasz, nie bawisz się? Bardzo
się o Ciebie martwiliśmy!
- Ach, Kochani. Moi rodzice wyjechali, a ja
zostałem w tym ogromnym zamczysku zupełnie sam. Gdyby nie Wy, to pomyślałbym,
że dla nikogo się nie liczę, nikt mnie nie kocha i nie jestem już nikomu do
niczego potrzebny …
- Ej, tam,
opowiadasz! Byłeś i cały czas jesteś dla nas ważny i nawet nie wiesz, jakie to
dla nas istotne, że potrafisz mówić o tym, co czujesz! Wiesz, wiele osób, nawet
dorosłych, ma z tym problem! Bardzo często ukrywają w sobie wszystkie swoje
zmartwienia! Nikomu nie mówią, żeby nie dostarczać innym kłopotu, a przecież
życie składa się nie tylko z miłych zdarzeń, ale też tych mniej radosnych …
- Myślałem, że jak
zacznę Wam opowiadać o swoich dziadkach, których dawno nie widziałem, bo są
bardzo schorowani albo o tęsknocie za tatą, który często wypływa w długie rejsy
w sprawach służbowych, to pomyślicie, że jestem słaby, a przecież powinienem
być twardy… Jestem chłopcem, księciem, jestem już duży.
- Edwardzie, daj
już spokój! –powiedziała Lusia. Przecież nie idziesz do kogoś zupełnie obcego,
tylko do nas, do swoich Przyjaciół z Wrzosowego Lasu! Gdyby tak każdy nic nie
mówił, to zapewne ja zostałabym na brzegu, Puszek wpadł do wody, a Heniowi zrobiłoby się przesmutno , że
wykonał swoją pracę na darmo …
- Jesteście
wspaniali! Jak to cudownie, że JESTEŚCIE! Nie muszę przed Wami udawać kogoś kim
nie jestem - to piękne!
- Bardzo się
cieszymy, że zrozumiałeś to, co próbowaliśmy Ci powiedzieć! -powiedział Puszek
- Słyszeliście?
- Co mieliśmy
słyszeć? – zapytał ze zdziwioną miną Henio
- Wsłuchajcie
się dobrze-skądś kapie woda …
Kap kap kap, kap kap kap, kap kap kap
- Kapie coraz
szybciej …
- Ojej, zmokły
mi łapki … powiedział niedźwiadek
- Trzeba się
temu przyjrzeć z bliska! – powiedział książę
Wtem wzrok wszystkich
spoczął na komarzycy, która tak bardzo wzruszyła się historią księcia, że łzami
spowodowała tę dużą kałużę…
- Już wszystko
jasne! Może chcesz się przytulić, Spacjo? Zapytał się Puszek.
- Spacjo ?!? A
cóż to za ciekawe imię! Zdziwił się książę.
- Podobno jak
byłam bardzo malutka płakałam z wielkimi przerwami i stąd rodzice nadali mi
takie oryginalne imię.
- Niezmiernie
się cieszę, że nasze grono jest jeszcze większe! A teraz musimy pojechać do moich
ukochanych babci i dziadka - powiedział Edward.
- Nie ma
problemu! Tratwa czeka! Zmieścimy się wszyscy - powiedział Puszek.
Nie możesz przecież zostawić otwartego zamku –
przypomniała Lusia.
- Z tym sobie
zaraz poradzimy - powiedział Edward.
Pamiętam jak
rodzice mówili mi, że przed każdym wyjściem z zamku trzeba zamknąć drzwi, a
chodząc nie rozmawiać z obcymi.
Przepłynęli fosę
i wyruszyli w drogę. Przewodnikiem był dzielny Henio!
Gdy tak
wędrowali, rozmawiając, podskakując i żartując sobie, nagle bóbr spostrzegł ogromny cień, który dostawał coraz to
większych kształtów. Ten cień zbliżał się coraz bardziej do samych drzwi
dziadków księcia! Wszyscy myśleli, że już na dziś koniec atrakcji. A tu jeszcze
taka niespodzianka! Wszystkim udało się skryć w
pobliskiej leśnej gęstwinie. Cień zaczął
zawracać, a z oddali usłyszeli przepiękny śpiew …
Jak myślicie?
Czyj to był głos? Księżniczki? Nie, to byłoby za proste …
Nie uwierzycie! To
śpiewały dojrzałe poziomki. Nie potrafiły inaczej się porozumieć. Znały tylko
taki sposób. Dziwne, prawda?
A żeby tego było
mało, to śpiewały do słoneczników, które przepięknie tańczyły. Zdradzę Wam, że
nie tańczyły byle jak, ale w rytmie. To dopiero zabawna sytuacja!
- Niesamowite …
Jakiż to piękny widok. Ciekawe, czy babcia z dziadkiem to widzieli! Powiedział
Puszek.
- Myślę, że tak.
Spójrz-to widok z ich okna – stwierdziła Lusia.
- Pospieszmy
się, zapytamy ich czy podziwiają poziomkowo-słonecznikowe pląsy.
-Tak tak,
biegnijmy! - zaproponowała gąsieniczka.
- Już! Jesteśmy!
Ale ale, zobaczcie, drzwi są otwarte … - zdziwił się książę.
- Och i jest ten
cień! UCIEKAJMY! Krzyknął Henio.
- Heniu, nie
możemy teraz tak po prostu uciec … A co z królową i schorowanymi babcią i
dziadkiem? – zapytała Lusia.
- Masz rację, to
był niemądry pomysł - potwierdził bóbr.
Nagle Edward
oniemiał z zachwytu i tylko potrafił wypowiedzieć te słowa:
-Ten cień należy
do najpiękniejszej istoty, którą kiedykolwiek widziałem ...
- Jak to? Nie
boisz się, że zrobi Ci krzywdę? Nie dowierzała
gąsienica.
- Nie, przez
chwilkę odwróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Oczy ma szmaragdowe, włosy
kasztanowe, a cerę alabastrową …
Nagle, przez
okno wyjrzała mama i ze zdziwieniem w głosie powiedziała: Kochani, co wy tu
robicie? Jak miło Was widzieć! Wchodźcie do domu.
- Poznajcie
proszę, to p. doktor - Amfija Źródlana.
- Dzień dobry – odpowiedzieli Przyjaciele.
- Witam
serdecznie. Przepraszam, muszę już iść. Spieszę się do kolejnych pacjentów … Do
widzenia!
- Hmm, Amfija …
Cóż za piękne imię …Rozmarzył się książę.
- Skarbie, może
przywitasz się dziadkami i przedstawisz
sowich przyjaciół? Wypadałoby.
- Tak, tak,
oczywiście Mamo - odrzekł Edward.
- Witaj
Słoneczko – powiedziała babcia.
- Dzień dobry -odpowiedział wnusio. Jak zdrowie?
- Oj, nie za
dobrze, dlatego muszę Ci coś wyznać. A widzę, że jesteś już na tyle duży, że
musisz to wiedzieć.
Widzisz
Edwardzie, Jeśli poczujesz
w swoim sercu coś ważnego, nie wahaj się, tylko walcz o to! To, co zobaczyłam,
ten błysk w Twoim oku, mówi o miłości. To dla niej warto żyć, pamiętaj!
- Ależ babciu,
miłość to decyzja na całe życie. Owszem, ujęła mnie czymś ta dama, ale myślisz,
że to właśnie ona sprawi, że będę bardzo szczęśliwy, a ona wraz ze mną?
- Kochany
wnusiu, czas pokaże, ale na pewno nie możesz stracić szansy!
- Potwierdzam,
Edwardzie. Ten błysk w oku to coś niesamowitego! Coś podobnego odczułem do
mojej przyszłej żony, a Twojej Babciuleńki. Nie było łatwo, o nie, ale czas
pokazał, że „Miłość potrafi przenosić góry”, jeżeli tylko bardzo się tego
pragnie … Powiedział dostojnie dziadek, który rzadko kiedy zabierał głos.
- Czy to znaczy,
że mieliście z babcią również słabsze, kłótliwe dni? Zapytał książę.
- Ależ
oczywiście! To naturalne, przecież jesteśmy dwiema różnymi osobami. Każde z nas
pochodziło z różnych domów, miało swoje nawyki, ale zawsze któreś z nas
okazywało się mądrzejsze i pierwsze wyciągało rękę do zgody - powiedziała
babcia.
- Czy to znaczy,
że moi rodzice również się kochają i nie zamierzają od siebie odejść?
- Edziu, nie, to
po prostu życie. Poza tym, zawsze mama z tatą powtarzali Tobie, że bardzo, ale
to bardzo Ciebie kochają i nic nie dzieje się przez Ciebie! Przypomniała babcia.
- Właśnie,
kochany synu!
Nagle wejściowe
drzwi uchyliły się, a w nich stanął król.
- Tata? Co tutaj
robisz? Przecież powinieneś być w trasie … - powiedział zdziwiony synek.
- Wróciłem
wcześniej, bo zatęskniłem za Wami. Byłem w zamku, ale nikogo nie było, więc
pomyślałem, że właśnie tu jesteście. Zrozumiałem, że podróże, nawet służbowe
nie są warte tych momentów, które nigdy już nie wrócą! Wybacz mi, synku za te
wszystkie puste wieczory beze mnie.
Edward był mocno
zdziwiony, bo tata bardzo rzadko przepraszał.
- Dziękuję za te
wszystkie słowa!
Po czym, książę
ucałował Dziadków i mocno przytulił się do mamy, którą to objął tata.
Następnie cała
wesoła gromadka z Heniem na czele powędrowała w stronę zamku. Jedynie Edward
skakał jak oszalały po kamykach, które po naskoczeniu na nie, zmieniały swój
kształt na serduszkowy.
Ciekawe,
czy te szmaragdowe kamyki zaprowadziły go w nowy rozdział jego życia …
coś niesamowitego dałem dawno nie czytałem tak pięknej realnej Bajki dla wszystkich Madziu masz niesamowity talent piękna Baja dla wszystkich Gratulacje:)
OdpowiedzUsuńa jednak Edward ;)
OdpowiedzUsuńwiesz co myślę♥