sobota, 28 kwietnia 2012

Moja 1.bajka :)

W to sobotnie przedpołudnie wysyłam Wam moją pierwszą bajkę, którą napisałam kilka tygodni temu. Czekam na Wasze opinie, życząc przyjemnej lektury :))


Niesamowity Dzień

         Za błękitnym niebem, rozległą doliną, wielkim borem, obok leśnej chatki rozciągała się Wrzosowa Kraina. W jej środku stał duży murowany zamek. W zamku wraz ze swoimi Rodzicami żyła sobie śliczna k …, a nie, bo właśnie żył sobie wyjątkowy książę!
Edward, miał kilku oddanych przyjaciół: pełnego pomysłów bobra Henia, gąsienicę Lusię oraz niedźwiadka Puszka. Byli oni stałymi gośćmi w zamku księcia.
Zapytacie pewnie, gdzie byli rodzice Edwarda?
Otóż oni bardzo kochali swojego synka, ale mieli swoje obowiązki. Czasami pracowali dość długo i udzielali się charytatywnie, ale zawsze starali się znaleźć czas dla swojej pociechy.
Niestety, jak w większości rodzin, także w domu Edwarda zdarzały im się kłótnie. Edward nie rozumiał zachowania rodziców i często obwiniał siebie
o ich nieporozumienia. Właśnie wtedy spotykał się ze swoimi wspaniałymi Przyjaciółmi, którzy ratowali go często z tarapatów.
Pewnego dnia król musiał wyjechać na dłużej, a Edward nie lubił kiedy taty nie było w domu, nie miał się z kim bawić, jeździć konno i chodzić na wycieczki. Nie potrafił tego zrozumieć, dlaczego tata musi wyjeżdżać. Nie pomagały tłumaczenia rodziców, że tata ma taką pracę. Książę stawał się coraz bardziej smutny, unikał rozmów z mamą, nie wspominając już o Heniu, Lusi
i Puszku. Przyjaciół zaniepokoił ograniczony kontakt z księciem. Postanowili więc zaskoczyć go i odwiedzić w zamku. Akcja musiała być bardzo dobrze zorganizowana! Bóbr własnymi siłami zbudował najszybciej, jak tylko potrafił dużą tratwę.
- HEJ HO, cała naprzód !!! – krzyknął niedźwiadek
-Tak jest, Kapitanie !!! – odparł bóbr
Tylko malutka gąsienica bardzo przeraziła się ogromnej ilości wody, którą musieli pokonać …
Zapewne wiecie, że wokół zamków rozciąga się fosa, która chroni fortecę przed nieproszonymi gośćmi. Pewnie zastanawiacie się, czemu zwierzaki nie mogły wejść przez zwodzony most?
Otóż królowa również opuściła chwilowo królestwo
i pojechała piękną karocą do swoich sędziwych rodziców i droga za nią została zamknięta.
- Słuchajcie, ja zostaję. Ja panicznie boję się wody, a gdybym nagle zamieniła się
w motyla, utonę ... – rzekła Lusia
- Nie możesz nas teraz zostawić. Jesteśmy fantastyczną drużyną! A poza tym, żeby zamienić się w motyla, musisz najpierw przeobrazić się w poczwarkę J
- No tak, z tego strachu zapomniałam. Macie rację, przełamię swój lęk, poza tym jesteście obok - a to daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Wszyscy odetchnęli z ulgą!
Gdy tak płynęli tratwą, w panikę wpadł Puszek. Na widok lecącego w jego stronę komara, o mało nie wypadł za wodny pojazd...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA – zaraz mnie ukłuje, będę ranny i jak wydostaniemy się stąd do szpitala ?!?
- Puszku, on jest mniejszy od Ciebie. Nie kołysz tak, bo zaraz wszyscy znajdziemy się pod wodą!
- ALE jak ja nie mogę przestać! Będę miał ogromnego bąbla i nikt nie będzie chciał się ze mną bawić! To straszne!
- Hmm, jeżeli ktoś ocenia Ciebie tylko po wyglądzie, chyba nie wart jest ani Twojego czasu ani tym bardziej zabawy!
I tak, podczas wymiany zdań, komar już dawno odleciał, tratwa się nie przewróciła, a niedźwiadek skupił się na zadaniu, które mieli do wykonania.
Gdy wreszcie zacumowali, zaczęli powolutku wspinać się po tajnych schodach. Niestety nie posiadali klucza do żelaznych drzwi. Załamali się! Tyle wysiłku na nic. Nie damy  rady … -Takie myśli krążyły im po główkach, ale nikt nie powiedział tego głośno. Wtem rozległ się ogromny BZYYYYYYK.
Z daleka to stworzenie wyglądało na nietoperza, ale im było bliżej, tym było gorzej.
- To potwór! – krzyknęła Lusia.
- Tak, potworny potwór! Chyba nie jesteśmy tu mile widziani … - nadmienił bóbr.
- Słuchajcie, to nie potwór, to przebrana za Batmana mysz !!! – stwierdził niedźwiadek.
- Za Batmana? Nie, to Spiderman! Przyleciał nam z pomocą!
- Co Wy mówicie? To pewnie przez tą ciemność wszystko Wam się pomyliło! Przecież te postacie są tylko w filmach. Ach, ta Wasza wyobraźnia! – spostrzegła gąsienica.
- Ja znam ten dźwięk, to … , o nie …  to znów ten przebrzydły komar, tylko tym razem założył na siebie pelerynkę. I leci znów prosto na mnie!
Nie panikuj, tylko spokojnie, przecież jest mniejszy ode mnie … i kiedy tak przypominał sobie te wszystkie zdania, zorientował się, że komar nagle ucichł i wykorzystał swoją skrzętnie ukrytą mini-wiertarkę do wykonania na tyle dużego otworu, aby wszyscy przyjaciele mogli się zmieścić.
Niedźwiedź Puszek stał jak zaczarowany … Tym bardziej, że dowiedział się, że to samica … Tak jak kot w butach, podobnie widok komarzycy z wiertniczym sprzętem mocno go zdziwił … Już teraz nie pozwolił jej uciec. Stała się ich czwartym mocnym ogniwem!
Gdy wreszcie dotarli na samą górę, - a dobrze, że był to jeszcze dzień,  bo słońce rozświetlało im schody, niepostrzeżenie wślizgnęli się do komnaty Edwarda.
– TA DAAAAAAM !!!! – Edwardzie, jesteśmy!!!
Książę z wrażenia, aż spadł ze swojego małego tronu.
- Co Wy tu robicie i jak się tu dostaliście ?!?
- Lepiej nie pytaj! Wprawdzie z małymi przygodami, ale grunt, że jesteśmy!
Opowiadaj, Co się dzieje? Czemu do nas nie przychodzisz, nie rozmawiasz, nie bawisz się? Bardzo się o Ciebie martwiliśmy!
-  Ach, Kochani. Moi rodzice wyjechali, a ja zostałem w tym ogromnym zamczysku zupełnie sam. Gdyby nie Wy, to pomyślałbym, że dla nikogo się nie liczę, nikt mnie nie kocha i nie jestem już nikomu do niczego potrzebny …
- Ej, tam, opowiadasz! Byłeś i cały czas jesteś dla nas ważny i nawet nie wiesz, jakie to dla nas istotne, że potrafisz mówić o tym, co czujesz! Wiesz, wiele osób, nawet dorosłych, ma z tym problem! Bardzo często ukrywają w sobie wszystkie swoje zmartwienia! Nikomu nie mówią, żeby nie dostarczać innym kłopotu, a przecież życie składa się nie tylko z miłych zdarzeń, ale też  tych mniej radosnych …
- Myślałem, że jak zacznę Wam opowiadać o swoich dziadkach, których dawno nie widziałem, bo są bardzo schorowani albo o tęsknocie za tatą, który często wypływa w długie rejsy w sprawach służbowych, to pomyślicie, że jestem słaby, a przecież powinienem być twardy… Jestem chłopcem, księciem, jestem już duży.
- Edwardzie, daj już spokój! –powiedziała Lusia. Przecież nie idziesz do kogoś zupełnie obcego, tylko do nas, do swoich Przyjaciół z Wrzosowego Lasu! Gdyby tak każdy nic nie mówił, to zapewne ja zostałabym na brzegu, Puszek wpadł do wody,  a Heniowi zrobiłoby się przesmutno , że wykonał swoją pracę na darmo …
- Jesteście wspaniali! Jak to cudownie, że JESTEŚCIE! Nie muszę przed Wami udawać kogoś kim nie jestem - to piękne!
- Bardzo się cieszymy, że zrozumiałeś to, co próbowaliśmy Ci powiedzieć! -powiedział Puszek
- Słyszeliście?
- Co mieliśmy słyszeć? – zapytał ze zdziwioną miną Henio
- Wsłuchajcie się dobrze-skądś kapie woda …
Kap kap kap, kap kap kap, kap kap kap
- Kapie coraz szybciej …
- Ojej, zmokły mi łapki … powiedział niedźwiadek
- Trzeba się temu przyjrzeć z bliska! – powiedział książę
Wtem wzrok wszystkich spoczął na komarzycy, która tak bardzo wzruszyła się historią księcia, że łzami spowodowała tę dużą kałużę…
- Już wszystko jasne! Może chcesz się przytulić, Spacjo? Zapytał się Puszek.
- Spacjo ?!? A cóż to za ciekawe imię! Zdziwił się książę.
- Podobno jak byłam bardzo malutka płakałam z wielkimi przerwami i stąd rodzice nadali mi takie oryginalne imię.
- Niezmiernie się cieszę, że nasze grono jest jeszcze większe! A teraz musimy pojechać do moich ukochanych babci i dziadka - powiedział Edward.
- Nie ma problemu! Tratwa czeka! Zmieścimy się wszyscy - powiedział Puszek.
 Nie możesz przecież zostawić otwartego zamku – przypomniała Lusia.
- Z tym sobie zaraz poradzimy - powiedział Edward.
Pamiętam jak rodzice mówili mi, że przed każdym wyjściem z zamku trzeba zamknąć drzwi, a chodząc nie rozmawiać z obcymi.
Przepłynęli fosę i wyruszyli w drogę. Przewodnikiem był dzielny Henio!
Gdy tak wędrowali, rozmawiając, podskakując i żartując sobie, nagle bóbr spostrzegł ogromny cień, który dostawał coraz to większych kształtów. Ten cień zbliżał się coraz bardziej do samych drzwi dziadków księcia! Wszyscy myśleli, że już na dziś koniec atrakcji. A tu jeszcze taka niespodzianka! Wszystkim udało się skryć w pobliskiej leśnej gęstwinie. Cień zaczął zawracać, a z oddali usłyszeli przepiękny śpiew …
Jak myślicie? Czyj to był głos? Księżniczki? Nie, to byłoby za proste …
Nie uwierzycie! To śpiewały dojrzałe poziomki. Nie potrafiły inaczej się porozumieć. Znały tylko taki sposób. Dziwne, prawda?
A żeby tego było mało, to śpiewały do słoneczników, które przepięknie tańczyły. Zdradzę Wam, że nie tańczyły byle jak, ale w rytmie. To dopiero zabawna sytuacja!
- Niesamowite … Jakiż to piękny widok. Ciekawe, czy babcia z dziadkiem to widzieli! Powiedział Puszek.
- Myślę, że tak. Spójrz-to widok z ich okna – stwierdziła Lusia.
- Pospieszmy się, zapytamy ich czy podziwiają poziomkowo-słonecznikowe pląsy.
-Tak tak, biegnijmy! - zaproponowała gąsieniczka.
- Już! Jesteśmy! Ale ale, zobaczcie, drzwi są otwarte … - zdziwił się książę.
- Och i jest ten cień! UCIEKAJMY! Krzyknął Henio.
- Heniu, nie możemy teraz tak po prostu uciec … A co z królową i schorowanymi babcią i dziadkiem? – zapytała Lusia.
- Masz rację, to był niemądry pomysł - potwierdził bóbr.
Nagle Edward oniemiał z zachwytu i tylko potrafił wypowiedzieć te słowa:
-Ten cień należy do najpiękniejszej istoty, którą kiedykolwiek widziałem ...
- Jak to? Nie boisz się, że zrobi Ci krzywdę? Nie dowierzała gąsienica.
- Nie, przez chwilkę odwróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Oczy ma szmaragdowe, włosy kasztanowe, a cerę alabastrową …
Nagle, przez okno wyjrzała mama i ze zdziwieniem w głosie powiedziała: Kochani, co wy tu robicie? Jak miło Was widzieć! Wchodźcie do domu.
- Poznajcie proszę, to p. doktor - Amfija Źródlana.
-  Dzień dobry – odpowiedzieli Przyjaciele.
- Witam serdecznie. Przepraszam, muszę już iść. Spieszę się do kolejnych pacjentów … Do widzenia!
- Hmm, Amfija … Cóż za piękne imię …Rozmarzył się książę.
- Skarbie, może przywitasz się dziadkami i przedstawisz sowich przyjaciół? Wypadałoby.
- Tak, tak, oczywiście Mamo - odrzekł Edward.
- Witaj Słoneczko – powiedziała babcia.
- Dzień dobry  -odpowiedział wnusio. Jak zdrowie?
- Oj, nie za dobrze, dlatego muszę Ci coś wyznać. A widzę, że jesteś już na tyle duży, że musisz to wiedzieć.
Widzisz Edwardzie, Jeśli poczujesz w swoim sercu coś ważnego, nie wahaj się, tylko walcz o to! To, co zobaczyłam, ten błysk w Twoim oku, mówi o miłości. To dla niej warto żyć, pamiętaj!
- Ależ babciu, miłość to decyzja na całe życie. Owszem, ujęła mnie czymś ta dama, ale myślisz, że to właśnie ona sprawi, że będę bardzo szczęśliwy, a ona wraz ze mną?
- Kochany wnusiu, czas pokaże, ale na pewno nie możesz stracić szansy!
- Potwierdzam, Edwardzie. Ten błysk w oku to coś niesamowitego! Coś podobnego odczułem do mojej przyszłej żony, a Twojej Babciuleńki. Nie było łatwo, o nie, ale czas pokazał, że „Miłość potrafi przenosić góry”, jeżeli tylko bardzo się tego pragnie … Powiedział dostojnie dziadek, który rzadko kiedy zabierał głos.
- Czy to znaczy, że mieliście z babcią również słabsze, kłótliwe dni? Zapytał książę.
- Ależ oczywiście! To naturalne, przecież jesteśmy dwiema różnymi osobami. Każde z nas pochodziło z różnych domów, miało swoje nawyki, ale zawsze któreś z nas okazywało się mądrzejsze i pierwsze wyciągało rękę do zgody - powiedziała babcia.
- Czy to znaczy, że moi rodzice również się kochają i nie zamierzają od siebie odejść?
- Edziu, nie, to po prostu życie. Poza tym, zawsze mama z tatą powtarzali Tobie, że bardzo, ale to bardzo Ciebie kochają i nic nie dzieje się przez Ciebie! Przypomniała babcia.
- Właśnie, kochany synu!
Nagle wejściowe drzwi uchyliły się, a w nich stanął król.
- Tata? Co tutaj robisz? Przecież powinieneś być w trasie … - powiedział zdziwiony synek.
- Wróciłem wcześniej, bo zatęskniłem za Wami. Byłem w zamku, ale nikogo nie było, więc pomyślałem, że właśnie tu jesteście. Zrozumiałem, że podróże, nawet służbowe nie są warte tych momentów, które nigdy już nie wrócą! Wybacz mi, synku za te wszystkie puste wieczory beze mnie.
Edward był mocno zdziwiony, bo tata bardzo rzadko przepraszał.
- Dziękuję za te wszystkie słowa!
Po czym, książę ucałował Dziadków i mocno przytulił się do mamy, którą to objął tata.
Następnie cała wesoła gromadka z Heniem na czele powędrowała w stronę zamku. Jedynie Edward skakał jak oszalały po kamykach, które po naskoczeniu na nie, zmieniały swój kształt na serduszkowy.
Ciekawe, czy te szmaragdowe kamyki zaprowadziły go w nowy rozdział jego życia …

2 komentarze:

  1. coś niesamowitego dałem dawno nie czytałem tak pięknej realnej Bajki dla wszystkich Madziu masz niesamowity talent piękna Baja dla wszystkich Gratulacje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a jednak Edward ;)
    wiesz co myślę♥

    OdpowiedzUsuń