niedziela, 27 maja 2012

Moje dwie pierwsze bajki NAGRANE !!!

Drodzy moi :)

Dziś rano nagrałam swoje dwie pierwsze bajki w studiu z prawdziwego zdarzenia :) ! Dzięki pomocy męża mojej wspaniałej Koleżanki z pracy udało się! Są dalsze pomysły, oczywiście pisanie dalej :) i wydanie płytki dołączanej do gazetek dla mam i dzieci :)

Trzymajcie kciuki ;)))

P.S. Bardzo się cieszę, że zaczęłam w końcu pisać zgodnie z moim blogowym tytułem :)))

Agniesiu i Krzysiu! WIELKIE dzięki za pomoc w początku realizacji mojego marzenia !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jesteście wspaniali!

wtorek, 22 maja 2012

Mój pierwszy SUKCES !!!!!!!!!

Witajcie !!!

Dziś będę chwalipiętą, ponieważ ... WYGRAŁAM konkurs literacki pt. "Bajka dla mojego dziecka" !!! Pierwszego niestety nie wygrałam, ALE za to za drugim razem się udało !!! BAAAAAAAAAARDZO się cieszę, Mąż jest ze mnie dumny i cała kadra :))) A ja nie mogę w to jeszcze uwierzyć !!! Marzenia się spełniają, tylko trzeba cierpliwie czekać na TEN odpowiedni moment ...

Dowód znajduje się pod tym linkiem: http://www.chatka-skrzatka.pl/konkurs_literacki.html

Dobrej nocki!

Wygraną bajkę zamieszczam poniżej:


TAJEMNICZY ŚWIAT  ZABAWEK

Zasypiając w pokoju, który znałem od dawna, bo to przecież mój własny pokój czułem się nieswojo. Wszystko wydawało mi się takie dziwne i obce …
Postanowiłem więc bezszelestnie zajrzeć do swojej szafy. Nocą była niesamowita. Nie dość, że cała pokryta była czerwono-błękitną kratką, to posiadała mnóstwo ciekawych zakamarków
 i miejsc na sportowe skarpetki, spodenki, koszulki oraz cały sprzęt sportowy. Wszystkie moje skarby chowałem natomiast w specjalnym pomarańczowym pudełku i do tej pory byłem pewien, że właśnie tam grzecznie sobie siedzą … Aż tu nagle zauważyłem, że moje ulubione autko bawi się z moim ukochanym Miśkiem. Nie śmiejcie się - mam go od urodzenia! To nikt inny, jak mój Tadek!
Czy Wy też macie swoje ulubione przytulanki? Było to dla mnie niesamowite, zobaczyć, jak żyją moje zabawki … Pozwolicie, że zabiorę Was teraz w ich tajemniczy świat … ?
- O tak, jak ja lubię, gdy mój tor wyścigowy jest cały poskładany! Ten nasz Oskar jest bardzo troskliwy!
Hmmm, ja troskliwy? To raczej mama z tatą proszą mnie o uporządkowanie pokoju …Nie zawsze mam chęć to robić. Przecież jutro też jest dzień J - tak sobie rozmyślałem, gdy wtem nadjechała moja betoniarka Konstancja …
- Dobry wieczór Leosiu. Widzę, że jesteś z czegoś bardzo zadowolony!
- Tak. Nie rozwijam wprawdzie zawrotnych prędkości, bo nie chciałbym obudzić naszego Opiekuna, ale odpoczywam jeżdżąc po mojej ulubionej trasie!
Jak ładnie mnie nazwali. Nigdy nie sądziłem, że uważają  mnie za swojego opiekuna! – rzekł Oskar.
- Piękniej brzmi Przyjaciel – dopowiedziała róża.
Ojej, to kwiaty też odczuwają to, gdy się o nie troszczę? – westchnął chłopiec.
Zanim zdążył pomyśleć dalej, z  lewej strony nadjechała  żółta ciężarówka o imieniu Kazik i przyznała roślince rację.
- Przyjaciel to ktoś, kto o nas dba - bez względu na to, czy jest się człowiekiem, jak Oskar, zabawką jak większość z nas, czy kwiatem, jak Różyczka …
- Tak tak, pamiętam, jak Oskar wrócił się przed pójściem do przedszkola, aby mnie podlać. To było wzruszające … – zaczął wspominać fiołek Fioletek.
- A a pamiętacie, jak położył się bardzo późno, ponieważ doklejał moją przyczepkę? – powiedział traktor Zygmuś.
- To, że naraził swoje krótkie życie po to, aby Łatek nie rozszarpał mnie na strzępy, to pamiętam do dziś. Stał się wtedy dla mnie prawdziwym bohaterem. Gdybym mógł, wręczyłbym mu puchar, złoty medal za odwagę i dał nie odklejającą się naklejkę na całe jego dalsze życie! – rzekł Tadek. Dodał jeszcze, że bardzo żałuje, że nie mógł niczego mu powiedzieć, pocieszyć, tylko w milczeniu słuchał swojego ludzkiego Przyjaciela.
To nieprawda! Wysłuchanie to bardzo rzadka umiejętność! Słyszałem, jak rodzice o tym rozmawiali.
- Również nam jest bardzo miło, jak jesteśmy posegregowane – stwierdziły zgodnie klocki.
Najłatwiej byłoby wrzucić nas wszystkie, plastikowe z drewnianymi, do jednego pojemnika, a on nas tak dzielnie porozdzielał. Wspaniały z niego chłopak!
To niesamowite. Przecież tak wiele razy rodzice nakłaniali mnie do utrzymania porządku, a ja nie byłem tak naprawdę chętny wykonywać ich prośby …
- Zobaczcie na mnie! Jupi !!! To ja, już napompowana  piłka nożna, gotowa na kolejny mecz! Wielu moich kuzynów nie ma tak dobrze, jak ja – wiele już razy widziałem ich zły stan techniczny …
- Spójrzcie też na mnie – jaka jestem zadbana – upomniała się ciekawa wszystkiego książka. Moje rogi od kartek nie są pozaginane, nie zostałam niczym zalana, nie ma śladów jedzenia, po prostu rewelacja!
Tak, rodzice odkąd byłem mały zwracali baczną uwagę na to, abym nie jadł jak czytam
 i umiejętnie wkładał książki do plecaka, abym nie zaginał kartek. To przede wszystkim ich zasługa!
- Spójrzcie też na moją klawiaturę – rzekł dumnie stacjonarny komputer. Nie jest niczym oblepiona, tylko czyściusieńka. Jak Oskar to robi?!?
Haha, po prostu kieruję się zasadą zbliżoną do dbania o książki.
Zobaczcie też na moje bogate wnętrze – rzekł jedyny w swoim rodzaju album. Nie mam w nim chaosu, tylko wszystkie karty piłkarskie poukładane są zgodnie
z nazwiskiem piłkarza i krajem z którego pochodzi.
Na początku miałem z tym duży problem, bo kiedy tych kart było mało, wrzucałem je niechlujnie do albumu, ale gdy wszystkie kiedyś mi wypadły, to jeszcze przed samym snem, odczułem to rano, gdy nie mogłem dobudzić się na zajęcia. Tyle czasu zajęło mi ich pozbieranie… Wtedy właśnie postanowiłem, że już bez żadnego „ale” posegreguję je, tak aby później nie tracić na to cennego czasu.
- A co powiecie na to, jak Oskar dzielnie pomaga swojej młodszej siostrzyczce w kładzeniu na swoje miejsce puzzli, tangramów, kolorowanek i kredek? – odrzekła Zuzia, lala o zielonych włosach i kasztanowych oczach.
- To godne naśladowania zachowanie! – tak wszyscy zgodnie stwierdzili. Musimy się tego uczyć od naszego Przyjaciela!
- Tak, a pamiętacie, jak wiele razy uratował mnie od wypadnięcia z torów? – przypomniała im lokomotywa Berenika.
- Ależ oczywiście! – odezwało się nagle łóżeczko. Tak się cieszę, że nie skacze za często po moich deseczkach! Przecież nie są ze stali, nie wytrzymałyby długo. Gdyby Oskar nie słuchał się Rodziców i skakał po mnie, kiedy tylko miał na to ochotę,
z pewnością nie byłoby mnie tutaj z Wami  …
Rzeczywiście, rodzice ostrzegali mnie przed konsekwencjami uprawiania tego rodzaju  „sportu”. Przecież łóżko to nie trampolina! Poza tym,  mógłbym złamać sobie nogę, a to przecież bardzo bolesne.
Zamykając równie bezszelestnie, jak przedtem, swoją oryginalną szafę, usłyszałem na koniec dialog guziczków.
- Jestem pod ogromnym wrażeniem, jak ładnie ten 6-letni chłopiec potrafi poskładać w kosteczkę swoje koszulki, spodenki i bieliznę. Zawsze też wie, gdzie leżą ubranka Rity. Mama z tatą mogą na nim polegać! To wspaniałe!
Powiem Wam w sekrecie, że do tej pory utrzymywanie porządku nie było wcale dla mnie takie łatwe. Dzięki tej usłyszanej rozmowie bardziej będę doceniać rodziców i trud, jaki wkładają w moje wychowanie. Cieszę się, że moje utrzymywanie porządku pomaga innym
 i sprawia im ogromną radość!
Mam również nadzieję, że każdego wieczoru odkryję w każdej chmurce namalowanej na suficie mojego pokoju kolejną historię moich oddanych Przyjaciół … Może jutro będzie to historia koparki Marietty … ?

poniedziałek, 14 maja 2012

Trudne "wybory" ...

Polecamy Wam film "Nad życie", ale od razu uprzedzamy-nie jest on poprawiaczem nastroju, jak np. "Nietykalni", ale warto pójść, a zwłaszcza zachęcać młodych ludzi i to tych dorastających do obejrzenia go. Myślę, że da im dużo do myślenia, głównie przez to, że to wszystko dotknęło osobę, z którą wielu się identyfikowało. Miłość, kariera, nowe życie w obliczu utraty własnego - to wszystko niesamowicie napisało samo życie. Choć dla mnie jeszcze czegoś brakowało w tym filmie, to warto zatrzymać się na chwilę w tym pędzącym wciąż świecie ...

Oczywiście priorytetowo zabierzcie do kieszonki paczkę chusteczek!

Jeśli ktoś z Was był, czekam na recenzję!

niedziela, 13 maja 2012

Szalona sobota!

To była intensywna sobota! Rano Komunia św. mojej najmłodszej Siostrzenicy, a wieczorem dwa mini-panieńskie wieczory :)))

Zaczęło się od cukierni i szampana, a skończyło na dalszych pogaduchach. Z kolei na drugi wieczór dołączyłam do Klubu Kosmos i polecam, zwłaszcza jeśli lubicie potańczyć przy twiście i innych tego typu starszych muzycznych klimatach. Wystrój może nie za ciekawy, ale grunt to dobre towarzystwo!

Udanego niedzielnego popołudnia!

Jeśli polecacie jakieś fajne miejsca, nie "mordownie" ;) to czekam na listę :))) A Ani R.i Doti R. życzę wypoczynku i sił na te najbliższe dni :))))))))))))

niedziela, 6 maja 2012

Sceneria jak z Wenecji :)

W czwartek popływaliśmy łódką na kanałku Kępy Potockiej :) Nasi znajomi wzięli ze sobą dwa psy, które oprócz jednej zaliczonej kąpieli zachowywały się bardzo grzecznie. Jeden nawet rozsmakował się w wodorostach :), co ułatwiało Panom wiosłowanie. Doszłyśmy z Natalką do wniosku, że ciekawie tak mieszkać nad samą wodą w dużym mieście. Uratowaliśmy również pisklaczka, który się zgubił i z narażeniem nogawki, sandałów i zdrowia :) przetransportowaliśmy malucha do gniazda, na którym to na naszych oczach wykluł się kolejny :) Potem tradycyjnie zahaczyliśmy o Pizzę Hut i zmierzyliśmy ku Euro-pokazowi 3D. Nie zrobił on nas wielkiego wrażenia, choć bardziej współczuliśmy jednej z mniejszych fontann, ponieważ zacięła się dysza, a ona dzielnie trwała na posterunku przez połowę pokazu :) .

W piątek z kolei przespacerowałam z e swoim tatkiem całe Łazienki, zjedliśmy obiad w rosyjskim klimacie i włoskie lody dla odmiany, a po południu zajęłam się moim Chrześniakiem, który mówi coraz wyraźniej :) , a jego młodsza siostrzyczka coraz piękniej się uśmiecha i potrafi dochować tajemnicy :)Włożyłam ją w specjalny "bujaczek" i była obok mnie, więc zdążyłyśmy ogarnąć mojej WSPANIAŁEJ Przyjaciółce kuchnię :) Oczywiście były momenty trudniejsze, ale orkiestra z garnuszków czyni wiele :) To będą super dzieciaki-mówię WAM!

Weekend majowego weekendu zakończyliśmy akcentem sportowym w Powsinie. Zwiedziliśmy ogród botaniczny, pograliśmy  w siatkówkę i wpadliśmy do taty Przemka m.in. na winko i lody :))) Po kilku godzinach poszliśmy wspólnie na mszę. Skądinąd to piękne, że ludzie, którzy niestety nie mogą w pełnić uczestniczyć we mszy św. nie tracą wiary i bez żadnego przymusu potrafią wierzyć pomimo różnych życiowych zawirowań! Przecież najłatwiej byłoby nie pójść i kompletnie się nie starać i nawet nie próbować powrócić do Czegoś, co kiedyś nadawało życiu głębszy sens ...

Ciekawa jestem Waszych wojaży albo ciekawego spędzania czasu w Waszym miejscu zamieszkania! Piszcie śmiało!

Wyspanej nocki i udanego tygodnia!


sobota, 5 maja 2012

Kuchnia Pana Knappe :)

Udało się :) Wyszło wprawdzie bardzo słodkie, ale warto było Mężusiowi zrobić deserek po dniu spędzonym w pracy. Był to krem z białej czekolady z wiśniami! Bomba słodkości, ale szybko się robi, tylko zrezygnujcie z kąpieli wodnej, bo czekolada stapia się i stapia i stapia :)

czwartek, 3 maja 2012

Kooooo ko ko ko :)))

I mamy hymn na Euro :))) Nawet jest SPOKO :))) Jarzębinowe Panie się nie dały, choć nie powiem , kilka zespołów ciekawie brzmiało :)

Jakie są Wasze opinie na taki werdykt :) ?

Dobrej nocki

środa, 2 maja 2012

Leniuchowanie rozpoczęte :)

Bardzo polecam spacerek albo nawet poleżenie na kocyku w Parku Skaryszewskim. Wczoraj byłam na babskim spotkaniu :) Zrobiłyśmy sobie piknikos i naprawdę było wspaniale. Pomijam tylko fakt, że osuszył się właściwie na nas, dosyć duży wilczur, ale piękne słońce, woda, mnóstwo tematów do rozmów i szybkie wyschnięcie naszych wdzianek zniwelowało to zaskakujące dziwne uczucie, gdy nagle ni stąd ni zowąd z wody wyskoczył duży psiak i postanowił zapoznać się z nami w ciekawy sposób :)

P.S. Uważajcie na oczy, zwłaszcza jak siedzicie nad wodą, bo mnie wczoraj wieczorem bardzo szczypały oczy i nie mogłam ich nawet w całości otworzyć. Na szczęście mama Przemka uratowała mnie solą fizjologiczną. W takich momentach dziękujesz Panu Bogu, że możesz widzieć ...

Trzymajcie się zdrowo!

sobota, 28 kwietnia 2012

Moja 1.bajka :)

W to sobotnie przedpołudnie wysyłam Wam moją pierwszą bajkę, którą napisałam kilka tygodni temu. Czekam na Wasze opinie, życząc przyjemnej lektury :))


Niesamowity Dzień

         Za błękitnym niebem, rozległą doliną, wielkim borem, obok leśnej chatki rozciągała się Wrzosowa Kraina. W jej środku stał duży murowany zamek. W zamku wraz ze swoimi Rodzicami żyła sobie śliczna k …, a nie, bo właśnie żył sobie wyjątkowy książę!
Edward, miał kilku oddanych przyjaciół: pełnego pomysłów bobra Henia, gąsienicę Lusię oraz niedźwiadka Puszka. Byli oni stałymi gośćmi w zamku księcia.
Zapytacie pewnie, gdzie byli rodzice Edwarda?
Otóż oni bardzo kochali swojego synka, ale mieli swoje obowiązki. Czasami pracowali dość długo i udzielali się charytatywnie, ale zawsze starali się znaleźć czas dla swojej pociechy.
Niestety, jak w większości rodzin, także w domu Edwarda zdarzały im się kłótnie. Edward nie rozumiał zachowania rodziców i często obwiniał siebie
o ich nieporozumienia. Właśnie wtedy spotykał się ze swoimi wspaniałymi Przyjaciółmi, którzy ratowali go często z tarapatów.
Pewnego dnia król musiał wyjechać na dłużej, a Edward nie lubił kiedy taty nie było w domu, nie miał się z kim bawić, jeździć konno i chodzić na wycieczki. Nie potrafił tego zrozumieć, dlaczego tata musi wyjeżdżać. Nie pomagały tłumaczenia rodziców, że tata ma taką pracę. Książę stawał się coraz bardziej smutny, unikał rozmów z mamą, nie wspominając już o Heniu, Lusi
i Puszku. Przyjaciół zaniepokoił ograniczony kontakt z księciem. Postanowili więc zaskoczyć go i odwiedzić w zamku. Akcja musiała być bardzo dobrze zorganizowana! Bóbr własnymi siłami zbudował najszybciej, jak tylko potrafił dużą tratwę.
- HEJ HO, cała naprzód !!! – krzyknął niedźwiadek
-Tak jest, Kapitanie !!! – odparł bóbr
Tylko malutka gąsienica bardzo przeraziła się ogromnej ilości wody, którą musieli pokonać …
Zapewne wiecie, że wokół zamków rozciąga się fosa, która chroni fortecę przed nieproszonymi gośćmi. Pewnie zastanawiacie się, czemu zwierzaki nie mogły wejść przez zwodzony most?
Otóż królowa również opuściła chwilowo królestwo
i pojechała piękną karocą do swoich sędziwych rodziców i droga za nią została zamknięta.
- Słuchajcie, ja zostaję. Ja panicznie boję się wody, a gdybym nagle zamieniła się
w motyla, utonę ... – rzekła Lusia
- Nie możesz nas teraz zostawić. Jesteśmy fantastyczną drużyną! A poza tym, żeby zamienić się w motyla, musisz najpierw przeobrazić się w poczwarkę J
- No tak, z tego strachu zapomniałam. Macie rację, przełamię swój lęk, poza tym jesteście obok - a to daje mi poczucie bezpieczeństwa.
Wszyscy odetchnęli z ulgą!
Gdy tak płynęli tratwą, w panikę wpadł Puszek. Na widok lecącego w jego stronę komara, o mało nie wypadł za wodny pojazd...
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA – zaraz mnie ukłuje, będę ranny i jak wydostaniemy się stąd do szpitala ?!?
- Puszku, on jest mniejszy od Ciebie. Nie kołysz tak, bo zaraz wszyscy znajdziemy się pod wodą!
- ALE jak ja nie mogę przestać! Będę miał ogromnego bąbla i nikt nie będzie chciał się ze mną bawić! To straszne!
- Hmm, jeżeli ktoś ocenia Ciebie tylko po wyglądzie, chyba nie wart jest ani Twojego czasu ani tym bardziej zabawy!
I tak, podczas wymiany zdań, komar już dawno odleciał, tratwa się nie przewróciła, a niedźwiadek skupił się na zadaniu, które mieli do wykonania.
Gdy wreszcie zacumowali, zaczęli powolutku wspinać się po tajnych schodach. Niestety nie posiadali klucza do żelaznych drzwi. Załamali się! Tyle wysiłku na nic. Nie damy  rady … -Takie myśli krążyły im po główkach, ale nikt nie powiedział tego głośno. Wtem rozległ się ogromny BZYYYYYYK.
Z daleka to stworzenie wyglądało na nietoperza, ale im było bliżej, tym było gorzej.
- To potwór! – krzyknęła Lusia.
- Tak, potworny potwór! Chyba nie jesteśmy tu mile widziani … - nadmienił bóbr.
- Słuchajcie, to nie potwór, to przebrana za Batmana mysz !!! – stwierdził niedźwiadek.
- Za Batmana? Nie, to Spiderman! Przyleciał nam z pomocą!
- Co Wy mówicie? To pewnie przez tą ciemność wszystko Wam się pomyliło! Przecież te postacie są tylko w filmach. Ach, ta Wasza wyobraźnia! – spostrzegła gąsienica.
- Ja znam ten dźwięk, to … , o nie …  to znów ten przebrzydły komar, tylko tym razem założył na siebie pelerynkę. I leci znów prosto na mnie!
Nie panikuj, tylko spokojnie, przecież jest mniejszy ode mnie … i kiedy tak przypominał sobie te wszystkie zdania, zorientował się, że komar nagle ucichł i wykorzystał swoją skrzętnie ukrytą mini-wiertarkę do wykonania na tyle dużego otworu, aby wszyscy przyjaciele mogli się zmieścić.
Niedźwiedź Puszek stał jak zaczarowany … Tym bardziej, że dowiedział się, że to samica … Tak jak kot w butach, podobnie widok komarzycy z wiertniczym sprzętem mocno go zdziwił … Już teraz nie pozwolił jej uciec. Stała się ich czwartym mocnym ogniwem!
Gdy wreszcie dotarli na samą górę, - a dobrze, że był to jeszcze dzień,  bo słońce rozświetlało im schody, niepostrzeżenie wślizgnęli się do komnaty Edwarda.
– TA DAAAAAAM !!!! – Edwardzie, jesteśmy!!!
Książę z wrażenia, aż spadł ze swojego małego tronu.
- Co Wy tu robicie i jak się tu dostaliście ?!?
- Lepiej nie pytaj! Wprawdzie z małymi przygodami, ale grunt, że jesteśmy!
Opowiadaj, Co się dzieje? Czemu do nas nie przychodzisz, nie rozmawiasz, nie bawisz się? Bardzo się o Ciebie martwiliśmy!
-  Ach, Kochani. Moi rodzice wyjechali, a ja zostałem w tym ogromnym zamczysku zupełnie sam. Gdyby nie Wy, to pomyślałbym, że dla nikogo się nie liczę, nikt mnie nie kocha i nie jestem już nikomu do niczego potrzebny …
- Ej, tam, opowiadasz! Byłeś i cały czas jesteś dla nas ważny i nawet nie wiesz, jakie to dla nas istotne, że potrafisz mówić o tym, co czujesz! Wiesz, wiele osób, nawet dorosłych, ma z tym problem! Bardzo często ukrywają w sobie wszystkie swoje zmartwienia! Nikomu nie mówią, żeby nie dostarczać innym kłopotu, a przecież życie składa się nie tylko z miłych zdarzeń, ale też  tych mniej radosnych …
- Myślałem, że jak zacznę Wam opowiadać o swoich dziadkach, których dawno nie widziałem, bo są bardzo schorowani albo o tęsknocie za tatą, który często wypływa w długie rejsy w sprawach służbowych, to pomyślicie, że jestem słaby, a przecież powinienem być twardy… Jestem chłopcem, księciem, jestem już duży.
- Edwardzie, daj już spokój! –powiedziała Lusia. Przecież nie idziesz do kogoś zupełnie obcego, tylko do nas, do swoich Przyjaciół z Wrzosowego Lasu! Gdyby tak każdy nic nie mówił, to zapewne ja zostałabym na brzegu, Puszek wpadł do wody,  a Heniowi zrobiłoby się przesmutno , że wykonał swoją pracę na darmo …
- Jesteście wspaniali! Jak to cudownie, że JESTEŚCIE! Nie muszę przed Wami udawać kogoś kim nie jestem - to piękne!
- Bardzo się cieszymy, że zrozumiałeś to, co próbowaliśmy Ci powiedzieć! -powiedział Puszek
- Słyszeliście?
- Co mieliśmy słyszeć? – zapytał ze zdziwioną miną Henio
- Wsłuchajcie się dobrze-skądś kapie woda …
Kap kap kap, kap kap kap, kap kap kap
- Kapie coraz szybciej …
- Ojej, zmokły mi łapki … powiedział niedźwiadek
- Trzeba się temu przyjrzeć z bliska! – powiedział książę
Wtem wzrok wszystkich spoczął na komarzycy, która tak bardzo wzruszyła się historią księcia, że łzami spowodowała tę dużą kałużę…
- Już wszystko jasne! Może chcesz się przytulić, Spacjo? Zapytał się Puszek.
- Spacjo ?!? A cóż to za ciekawe imię! Zdziwił się książę.
- Podobno jak byłam bardzo malutka płakałam z wielkimi przerwami i stąd rodzice nadali mi takie oryginalne imię.
- Niezmiernie się cieszę, że nasze grono jest jeszcze większe! A teraz musimy pojechać do moich ukochanych babci i dziadka - powiedział Edward.
- Nie ma problemu! Tratwa czeka! Zmieścimy się wszyscy - powiedział Puszek.
 Nie możesz przecież zostawić otwartego zamku – przypomniała Lusia.
- Z tym sobie zaraz poradzimy - powiedział Edward.
Pamiętam jak rodzice mówili mi, że przed każdym wyjściem z zamku trzeba zamknąć drzwi, a chodząc nie rozmawiać z obcymi.
Przepłynęli fosę i wyruszyli w drogę. Przewodnikiem był dzielny Henio!
Gdy tak wędrowali, rozmawiając, podskakując i żartując sobie, nagle bóbr spostrzegł ogromny cień, który dostawał coraz to większych kształtów. Ten cień zbliżał się coraz bardziej do samych drzwi dziadków księcia! Wszyscy myśleli, że już na dziś koniec atrakcji. A tu jeszcze taka niespodzianka! Wszystkim udało się skryć w pobliskiej leśnej gęstwinie. Cień zaczął zawracać, a z oddali usłyszeli przepiękny śpiew …
Jak myślicie? Czyj to był głos? Księżniczki? Nie, to byłoby za proste …
Nie uwierzycie! To śpiewały dojrzałe poziomki. Nie potrafiły inaczej się porozumieć. Znały tylko taki sposób. Dziwne, prawda?
A żeby tego było mało, to śpiewały do słoneczników, które przepięknie tańczyły. Zdradzę Wam, że nie tańczyły byle jak, ale w rytmie. To dopiero zabawna sytuacja!
- Niesamowite … Jakiż to piękny widok. Ciekawe, czy babcia z dziadkiem to widzieli! Powiedział Puszek.
- Myślę, że tak. Spójrz-to widok z ich okna – stwierdziła Lusia.
- Pospieszmy się, zapytamy ich czy podziwiają poziomkowo-słonecznikowe pląsy.
-Tak tak, biegnijmy! - zaproponowała gąsieniczka.
- Już! Jesteśmy! Ale ale, zobaczcie, drzwi są otwarte … - zdziwił się książę.
- Och i jest ten cień! UCIEKAJMY! Krzyknął Henio.
- Heniu, nie możemy teraz tak po prostu uciec … A co z królową i schorowanymi babcią i dziadkiem? – zapytała Lusia.
- Masz rację, to był niemądry pomysł - potwierdził bóbr.
Nagle Edward oniemiał z zachwytu i tylko potrafił wypowiedzieć te słowa:
-Ten cień należy do najpiękniejszej istoty, którą kiedykolwiek widziałem ...
- Jak to? Nie boisz się, że zrobi Ci krzywdę? Nie dowierzała gąsienica.
- Nie, przez chwilkę odwróciła się i spojrzała mi prosto w oczy. Oczy ma szmaragdowe, włosy kasztanowe, a cerę alabastrową …
Nagle, przez okno wyjrzała mama i ze zdziwieniem w głosie powiedziała: Kochani, co wy tu robicie? Jak miło Was widzieć! Wchodźcie do domu.
- Poznajcie proszę, to p. doktor - Amfija Źródlana.
-  Dzień dobry – odpowiedzieli Przyjaciele.
- Witam serdecznie. Przepraszam, muszę już iść. Spieszę się do kolejnych pacjentów … Do widzenia!
- Hmm, Amfija … Cóż za piękne imię …Rozmarzył się książę.
- Skarbie, może przywitasz się dziadkami i przedstawisz sowich przyjaciół? Wypadałoby.
- Tak, tak, oczywiście Mamo - odrzekł Edward.
- Witaj Słoneczko – powiedziała babcia.
- Dzień dobry  -odpowiedział wnusio. Jak zdrowie?
- Oj, nie za dobrze, dlatego muszę Ci coś wyznać. A widzę, że jesteś już na tyle duży, że musisz to wiedzieć.
Widzisz Edwardzie, Jeśli poczujesz w swoim sercu coś ważnego, nie wahaj się, tylko walcz o to! To, co zobaczyłam, ten błysk w Twoim oku, mówi o miłości. To dla niej warto żyć, pamiętaj!
- Ależ babciu, miłość to decyzja na całe życie. Owszem, ujęła mnie czymś ta dama, ale myślisz, że to właśnie ona sprawi, że będę bardzo szczęśliwy, a ona wraz ze mną?
- Kochany wnusiu, czas pokaże, ale na pewno nie możesz stracić szansy!
- Potwierdzam, Edwardzie. Ten błysk w oku to coś niesamowitego! Coś podobnego odczułem do mojej przyszłej żony, a Twojej Babciuleńki. Nie było łatwo, o nie, ale czas pokazał, że „Miłość potrafi przenosić góry”, jeżeli tylko bardzo się tego pragnie … Powiedział dostojnie dziadek, który rzadko kiedy zabierał głos.
- Czy to znaczy, że mieliście z babcią również słabsze, kłótliwe dni? Zapytał książę.
- Ależ oczywiście! To naturalne, przecież jesteśmy dwiema różnymi osobami. Każde z nas pochodziło z różnych domów, miało swoje nawyki, ale zawsze któreś z nas okazywało się mądrzejsze i pierwsze wyciągało rękę do zgody - powiedziała babcia.
- Czy to znaczy, że moi rodzice również się kochają i nie zamierzają od siebie odejść?
- Edziu, nie, to po prostu życie. Poza tym, zawsze mama z tatą powtarzali Tobie, że bardzo, ale to bardzo Ciebie kochają i nic nie dzieje się przez Ciebie! Przypomniała babcia.
- Właśnie, kochany synu!
Nagle wejściowe drzwi uchyliły się, a w nich stanął król.
- Tata? Co tutaj robisz? Przecież powinieneś być w trasie … - powiedział zdziwiony synek.
- Wróciłem wcześniej, bo zatęskniłem za Wami. Byłem w zamku, ale nikogo nie było, więc pomyślałem, że właśnie tu jesteście. Zrozumiałem, że podróże, nawet służbowe nie są warte tych momentów, które nigdy już nie wrócą! Wybacz mi, synku za te wszystkie puste wieczory beze mnie.
Edward był mocno zdziwiony, bo tata bardzo rzadko przepraszał.
- Dziękuję za te wszystkie słowa!
Po czym, książę ucałował Dziadków i mocno przytulił się do mamy, którą to objął tata.
Następnie cała wesoła gromadka z Heniem na czele powędrowała w stronę zamku. Jedynie Edward skakał jak oszalały po kamykach, które po naskoczeniu na nie, zmieniały swój kształt na serduszkowy.
Ciekawe, czy te szmaragdowe kamyki zaprowadziły go w nowy rozdział jego życia …

piątek, 27 kwietnia 2012

Kakao+pieczone jabłuszko to jest to!

Tak, tak, bardzo polecam ten zestaw i to jeszcze na Starym Mieście, w doborowym towarzystwie, po pracy! Kakao smakowało jak prawdziwe, a nie instant, nie mówiąc już o jabłuszku, które było wspaniale upieczone i jeszcze okraszone nutką cynamonu! Po prostu pycha!

Ciekawe, jak Wy lubicie spędzać czas po pracy :)))) ?

Dobrego popołudnia!

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Nie ma to jak taniec!

Witajcie po kilkudniowej przerwie!

W minioną sobotę byliśmy na ślubie i weselu w Sokołowie Podlaskim! Dawno się tak nie wytańczyliśmy! Pomimo, że wolimy oryginalną muzykę, dawaliśmy radę z zespołem i z pląsami na parkiecie :) W niedzielę za to byliśmy na poprawinach, więc dzisiejsze obudzenie się do pracy okazało się istnym wyczynem ;)) Najbradziej dały nam się we znaki skrzeczące  nad ranem wrony ;)) Traktujemy to jako zaprawę do maratonu weselnego, bo aż 3 ślubów i wesel pod rząd, począwszy od pierwszej czerwcowej soboty.

Dobrego tygodnia!

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Warto rozmawiać!

Może tytuł dzisiejszego posta jest zbyt trywialny, ale gdy są takie chwile, gdy wracam, bądź jadę do pracy nie z Mężusiem, to bardzo doceniam te wszystkie kobiece rozmowy! I tak kolejną sprawą, którą się zajmę, jest napisanie autorskiego programu bajkoterapeutycznego. Pomysłodawczynią jest jedna z moich wspaniałych koleżanek! Jestem jej za to bardzo wdzięczna! Ona już wie, o kim mowa :-) Cieszę się, że nie podcina mi skrzydeł, tylko ładuje pozytywną energią i podsuwa konkretne pomysły!

Mam nadzieję, że i Wy macie takie dobrze życzące Wam osoby wokół siebie?

A jeśli chodzi o wyniki konkursu, to niestety jeszcze ich nie ma :(

Kolorowych senków!

niedziela, 15 kwietnia 2012

Bądźmy "NIETYKALNI" ...

Chciałam dziś zachęcić Was do pójścia do kina na fantastyczny niebanalny film: "NIETYKALNI".
Byłam na nim kilkanaście godzin temu z moim szanownym Jubilatem :) i muszę przyznać, że scenariusz oraz dobór aktorów był rewelacyjny. Szczerość, bycie naturalnym,bycie po prostu sobą i nie robienie z siebie kogoś, kim się nie jest, to z jednej strony coś prostego, ale z drugiej nie, zwłaszcza jeśli chodzi o obcowanie z kimś o innym charakterze, przynajmniej tak wyglądało to na początku filmu.
Duża dawka pozytywnej energii i świetnego poczucia humoru to jest TO!

Zainspirowana m.in. tym filmem chciałam zapytać się Was o to, czy w Waszym środowisku pracy jest Wam łatwo być sobą, wpasowywać się np. w Dress Code i jak Wasze relacje wyglądają z Waszymi znajomymi-czy nie macie czasami wrażenia, że chcielibyście znaleźć się gdzie indziej i pokazać się z jeszcze innej strony?

Życzę Wam kolorowych snów i dobrej niedzieli!

piątek, 6 kwietnia 2012

PIĘKNYCH Świąt!

Moja Rodzinko-z Bródna, z Gdańska, z Ursynowa, z Alej :), najbliżsi Przyjaciele i Wy - wszyscy nieznani mi bliżej Czytelnicy mojego bloga, chciałam życzyć Wam dobrze spędzonego tego wyjątkowego czasu! Niech te Wielkie Święta będą:


1. błogosławione,
2. przepełnione spokojem, zarówno tym wewnętrznym, jak i zewnętrznym ... ,
oraz
3. okraszone drobnymi gestami miłości-dla zaawansowanych większymi :) 


Dobrej nocki !









wtorek, 3 kwietnia 2012

Narodziny dla Nieba ...

Będąc wczoraj na placu Piłsudskiego w 7.rocznicę narodzin dla Nieba Jana Pawła II., jak to pięknie określił kardynał Kazimierz Nycz, pamiętajmy o "naszym" Papieżu najczęściej, jak się da !

Boże w Trójcy Przenajświętszej,
dziękujemy Ci za to, że dałeś Kościołowi
Papieża Jana Pawła II,
w którym zajaśniała Twoja ojcowska dobroć,
chwała krzyża Chrystusa i piękno Ducha miłości.
On, zawierzając całkowicie Twojemu miłosierdziu
i matczynemu wstawiennictwu Maryi,
ukazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza,
wskazując świętość, która jest miarą życia chrześcijańskiego,
jako drogę dla osiągnięcia wiecznego zjednoczenia z Tobą.
Udziel nam, za jego przyczyną, zgodnie z Twoją wolą, tej łaski,
o którą prosimy z nadzieją,
że Twój Sługa Papież Jan Paweł II,
zostanie rychło włączony
w poczet Twoich świętych.


Amen.

niedziela, 1 kwietnia 2012

10 000 kroków dziennie dla zdrowia!

Witajcie po tygodniowej przerwie ... Tak to jest, jak wróciło się ze zwolnienia, źle zorganizowało sobie czas, a na dodatek spało się o godzinę mniej! Taka zmiana czasu, nie jest dla mnie ;) Chociaż zauważyłam, że jak wstanie się wcześniej, to dzień jest dłuższy i można o wiele więcej zrobić.
Przez ten dziwny tydzień doszłam do wniosku, że brak odpowiedniej ilości snu źle wpływa na następny dzień, który mógłby okazać się o wiele lepszy.
Jeszcze się dobiłam, bo wczoraj zamiast efektywnie pomóc mojej Przyjaciółce w opiece nad dziećmi, to zaliczałam same wpadki-a to mój Chrześniak nagle uderzył okularkami swoją kilkumiesięczną siostrzyczkę, a to wylał płyn z baniek na kanapę, a na koniec wszedł do kałuży, nie będąc w kaloszkach. A to wszystko działo się obok mnie! Pocieszam się, że takie sytuacje nie są standardem ;) Ale dało mi to myślenia, jak bardzo zmęczenie odbija się na moim refleksie,a właściwie na jego braku ;)
Przypomniałam sobie kilka ciekawych sugestii z książki Gretchen Rubin "PROJEKT SZCZĘŚCIE". I tak np. warto:
  • kiedy zbliża się pora snu, nie robić niczego, co wymagałoby wytężonej pracy umysłowej,
  • zadbać, aby w sypialni było chłodno
  • wykonać kilka ćwiczeń rozciągających-ja niestety mam z tym problem ;)
  • zasłonić światło bijące z wszystkich gadżetów (nawet najsłabsza poświata z budzika może zakłócić rytm dobowy, a często w pokoju mamy komputer, BlackBerry, dekoder-wszystko to miga i świeci). Generalnie powinna być ciemność, jak w pokoju hotelowym.
  • wyzwolić w sobie energię i poprawić nastrój 10-minutowym szybkim spacerem
  • na "chwilę" wyjść z domu, aby rozjaśnić umysł
  • pamiętać, że brak światła dziennego jest jednym z powodów odczuwania zmęczenia
  • wiedzieć, że "wszystkie naprawdę wielkie myśli rodzą się podczas chodzenia"-to zdanie Nietschego
Ciekawi mnie, jakie Wy macie pomysły na dbanie o lepszą kondycję i jak to jest z Waszym zarywaniem nocy, a może możecie spać 2 godzinki i wstać jak skowronek :) ?

sobota, 24 marca 2012

Jestem z siebie DUMNA :)

Wybaczcie, że wczoraj nic nie napisałam, ale musiałam spełnić obietnicę, którą sama sobie złożyłam. Pewnie myślicie co to takiego :) Otóż do wczoraj postanowiłam sobie, że napiszę bajkę terapeutyczną na III edycję konkursu literackiego, organizowanego we Wrocławiu. Tytuł mi jakoś nie pasuje, więc jeszcze nad nim myślę.
Spośród relaksacyjnych, psychoedukacyjnych i psychoterapeutycznych bajek, wybrałam tę ostatnią.
Polecam Wam, jeśli jesteście rodzicami, wychowawcami, nianiami, czy dziadkami :)
Tego typu bajki można wykorzystać profilaktycznie. Gdy znamy problem z którym boryka się nasza pociecha, możemy wybrać gotowy tekst, a po nim porozmawiać z dzieckiem (oczywiście nie na siłę). Wtedy nabiera nasza praca głębszego sensu.
Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej jest iść za dzieckiem. Nawet, gdy mamy przygotowaną aktywność po skończonych zajęciach, a dzieci proszą o następną bajkę, warto zmienić swój plan!
Podobnie, gdy widzimy, że dzieci rozpiera energia (zwłaszcza chłopców :)) przerwijmy czytanie na 2 minuty i pozwólmy im poskakać, pobiegać, czy porzucać woreczkiem do celu. To naprawdę pomaga. Po tym czasie dzieci są już uspokojone i gotowe do dalszej części lekcji.
Jeszcze moje dwie wskazówki-czytając bajkę NIE zmieniajmy imienia głównego bohatera na imię dziecka, któremu chcemy pomóc i pamiętajmy, że bajka terapeutyczna nie może mieć morału, jak bajka tradycyjna. Dziecko samo powinno dojść, co dana postać czuła i jakie było przesłanie danej bajki.

Mieliście styczność z tego typu bajkami? Jeśli tak, to jakie polecacie i jakie są Wasze wrażenia?

Jeśli ktoś byłby zainteresowany listą dobrych, a przede wszystkim SPRAWDZONYCH na małych słuchaczach, książek z tej bajkoterapeutycznej serii, niech da znać :) .

Ściskam Was mocno w to sobotnie popołudnie, będąc naprawdę dumną z siebie, że nie zostawiłam swojego postanowienia na ostatnią chwilę, a jak wiecie z moich wcześniejszych wpisów, cały czas uczę się dobrej organizacji czasu i wiecie co-wyznaczanie sobie KONKRETNEJ daty bardzo pomaga!
Polecam małą białą tablicę, stojącą na biurku, na której to ścieralnym flamastrem nanosi się swój dzienny, tygodniowy, miesięczny, kwartalny, bądź roczny plan :)

P.S. Gosiulku, jeszcze raz dziękuję Ci za informację o konkursie! Duuuża buźka!

czwartek, 22 marca 2012

Jak się czujemy,tak się ubieramy :)

Przyszła już WIOSNA, nareszcie :))) Niestety nie mogę jej jeszcze poczuć na własnej skórze, bo kończę brać antybiotyk :/ Ten fakt jednak nie przyćmi tematu, który wybrałam na dziś,a  mianowicie: kolory,a dokładnie o czym one świadczą ...

Otóż będąc na warsztacie z dskconsulting dowiedziałam się, że np.kolor:

BIAŁY  symbolizuje uczciwość i czyste intencje,
CZERWONY duże aspiracje i pewność siebie,
NIEBIESKI to zaufanie,
CZARNY kojarzy się z elegancją i autorytetem,
GRANATOWY  = odpowiedzialność,
BEŻOWY takt, połączony z zaufaniem, ale niestety nie nadający się do pójścia po podwyżkę :),
SZARY  to kompetencja i szacunek,
RÓŻOWY zaś nadaje infantylności

A w jakie kolory Wy lubicie się ubierać? Jest troszkę prawdy w tej psychologii kolorów?

Ja np.bardzo lubię oryginalne kolczyki i wszelkiego rodzaju dodatki, które faktycznie dodają mi pewności siebie :) Nie mówiąc już o BUTACH NA WYSOKIM OBCASIE !!!!! UWIELBIAM je nosić :)))

Tęczowych snów !
BI

środa, 21 marca 2012

Masz wiele do zaoferowania!

Dziś oddaję WAM głos!

1. Co sprawia, że masz ochotę tańczyć, śpiewać, dostajesz skrzydeł, czujesz się lekka//lekki, radosna
/ radosny? Co Cię porywa, wznosi, kręci, jest dla Ciebie natchnieniem? Co ekscytuje Cię najbardziej? Nie trochę-NAJBARDZIEJ !!!

...................................................................................................................................................................

2. Gdyby na Twoim koncie było pieniędzy pod dostatkiem i nie trzeba by było martwić się o godną pensję, to jaka działalność sprawiłaby Tobie ogromną radość?

....................................................................................................................................................................

3. To czego pragniesz dokonać nade wszystko, Twoje najbardziej SZALONE, największe, najskrytsze marzenie to:

......................................................................................................................................................................


Czekam na Wasze pomysły! Z pewnością będą świetne!

Dobrej nocki

wtorek, 20 marca 2012

Wszystko generuje umysł

Dziś troszkę o naszym umyśle, który odgrywa bardzo istotną rolę w naszym życiu! Na pewno to wiecie, ale podczas szkoleń usłyszałam dwa świetne przykłady, które bardzo do mnie trafiły. Oto one.
Na dalekiej Skandynawii doszło do niefortunnego wypadku. Otóż pracownik kolejowy, który doglądał ogromnych zamrażarek, został przypadkowo zatrzaśnięty w wagonie na noc. Finału zapewne już się domyślacie. Tak, niestety zmarł, ale akurat tej nocy wyłączono wagony od zamrażania, a sekcja zwłok wykazała, że ów pracownik zmarł na hipotermię. Ten człowiek znał doskonale warunki w których pracował i zdawał sobie na pewno sprawę z tego, że zginie, że nie ma szans, a być może gdyby zaczął sprawdzać sprzęt i zorientowałby się, że wagon nie został podłączony, to jest nadzieja na ocalenie, a tak załamał się. To podobnie jak z placebo-siła psychiki i optymistycznego podejścia odgrywa tutaj ogromną rolę.
Drugim przykładem, na szczęście troszkę lżejszym jest pytanie: Dlaczego taki ogromny słoń nie próbuje zerwać łańcucha do którego został przymocowany? Przecież waży kilka TYSIĘCY kilogramów i mógłby to zrobić ... Nie martwcie się-ja też na początku nie wiedziałam. Odpowiedź wydała się taka prosta. Niestety jak słoniątko było małe, zostało przyzwyczajone do tego łańcucha, który faktycznie ciężko było mu zerwać. Tak mu się wdrukowało do słoniątkowej główki, że jak dorósł nawet nie próbował swych sił.
My właśnie tak często się zachowujemy. Jeszcze dużo zależy od naszych rodziców, opiekunów, wychowawców, czy środowiska w którym funkcjonujemy, co oni zrobią z naszymi talentami. Czy są dla nas osobami, przy których rozwijamy skrzydła, czy są racjonalistami, hamującymi nasze marzenia i prawdziwe "ja". Ciekawa jestem jak to jest u Was? Jakie macie osobowości? Jakie dary? Jak je pielęgnujecie i jak to było w Waszym dzieciństwie?
Pozdrawiam Was serdecznie, mając nadzieję, że nie gniewacie się,za to, że zakładam pewne odpowiedzi za Was :) , ale podczas konferencji na której byłam mnóstwo osób było zaskoczone tymi przykładami, stąd moja "odwaga" :)

:*

Wpadłam tylko na chwileczkę, aby podziękować Wam za tak ciepłe przyjęcie moich pierwszych chwil blogowych :) Widzę, że coraz więcej z Was wchodzi na moją stronę-to BUDUJĄCE !!! Nie mówiąc już o Facebooku na którym także czuję się USKRZYDLONA Waszymi słowami i polubieniami!!! Buziaków MOC i jeszcze raz WIELKIE Dzięki! Śpijcie słodko!

poniedziałek, 19 marca 2012

Latarnia w sercu ...

Dwa tygodnie temu od piątku wieczorem po niedzielne popołudnie wybrałam się na warsztaty organizowane przez Akademię Kobiet Sukcesu! Naprawdę było warto.
Na samym początku podzielę się z Wami wrażeniami z piątku oto one:
To my kierujemy swoim umysłem i tak jak kierowca jakoś poradzi sobie bez samochodu, tak bez kierowcy samochód =złom.
Prelegent, który bardzo mądrze mówił zaintrygował mnie, ponieważ stwierdził całkiem ciekawą rzecz-że na różnych konferencjach ludzie siadają zazwyczaj na tych samych miejscach, dobierają się w znane sobie pary, czy grupy. Trudno im to zmienić. Tak samo z marzeniami-jeżeli w końcu czegoś nie zmienimy, to nadal nasze dni będą wyglądać monotonnie. A tego chyba nie chcemy!
Kolejne ciekawe stwierdzenie-To,że ja tak myślę, wcale nie oznacza, że Ty też. Nad tym również się zastanawiałam. A przecież każdy człowiek jest inny, ma różną wrażliwość i przeżyte doświadczenia.
Każdy z nas odgrywa jakąś rolę (w moim przypadku jest to rola żony, córki, synowej, bratowej, Przyjaciółki, Wychowawcy czy siostry). Tak naprawdę to tylko podstawowe role, bo kasując bilet w metrze też spełniam rolę.
W każdej jednak roli tkwi fragment mojej własnej góry lodowej. Czasami jest to banalna sytuacja w sklepie, gdzie p. ekspedientka jest wyniosła i zwyczajnie niemiła i to ode mnie zależy, czy odfuknę jej coś w jej stylu, czy serdecznie się uśmiechnę dziękując za obsłużenie.

A jaka jest Wasza góra lodowa, ta prawdziwa, której nie widać, bo jest ukryta w ogromnych głębinowych głębinach? Jestem bardzo ciekawa!

niedziela, 11 marca 2012

Tym czymś była i jest chęć dubbingowania filmów! Dlatego zapisałam się na profesjonalne warsztaty do Studia START International Polska,których to owocem jest moje demo ;) Wcielałam się w role Niani, rybki Kordelii, krokodyla Ząbka i narratora. To była świetna przygoda! Nie zdawałam sobie bowiem sprawy, że nagrywanie głosu jest tak precyzyjne. Trzeba bowiem JEDNOCZEŚNIE patrzeć na ekran z obrazem, spojrzeć na cod, żeby wiedzieć kiedy należy wejść i jeszcze słuchać najczęściej angielskiego oryginału w słuchawkach :) To rzeczywiście niełatwa sprawa, ale przynosząca ogromną satysfakcję  :) A przednia zabawa była podczas nagrywania różnych dziwnych dźwięków do gier komputerowych! Uświadomiło mi to, że faktycznie w grach również potrzebne są różne odgłosy, jak jęki, krzyki i prośby o ratunek.
Ciekawe czy Was zaskoczyłam swoim marzeniem? Piszcie, jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i oczywiście, gdyby ktoś z Was potrzebował głosu, proszę o kontakt: magdalena.keler@gmail.com  Mam nadzieję, że zwiększę częstotliwość pisania-zdradzę Wam, że jestem na etapie organizacji czasu-z tym mam problem :) Jeśli Wy też z czymś walczycie, podzielcie się, będzie mi raźniej ;) Pozdrawiam Was serdecznie i trzymajcie kciuki za realizację marzeń, czego również i Wam z całego serca życzę w tę sobotnią noc ...

niedziela, 4 marca 2012

Jak to się zaczęło ...

Wszystko zaczęło się od dzieci ... nie nie, jeszcze nie moich, tych "przyszywanych" :)
Pracuję w Przedszkolu, w Nadarzynie, mieszkam w Warszawie i wykonuję swoją pracę z pasją, choć ostatnio odkryłam, że mogłabym dać z siebie jeszcze więcej! Czytając dzieciom bajki , zmieniając w nich głosy, zauważyłam, że są one wspaniałymi słuchaczami i że to, co robię ma sens ... To, że same z siebie biorą krzesełka i siadają naokoło mnie daje mi niesamowitego powera! Po prostu dają mi zupełnie szczerą (jak to dzieci) informację zwrotną, że im się po prostu podoba! Śmieją się, wzruszają, lepią tęsknotę z plasteliny i to wszystko wychodzi naprawdę super! Rok temu na święto naszej placówki rodzice wystawilii swoim dzieciom "Kopciuszka". Również w nim występowałam, jako nauczyciel bajkolandii :) , grając Dobrą Wróżkę, która sprawiła, że dzieci przez długi okres czasu identyfikowały mnie z tą postacią. Sprawiło to, że zaczęłam dojrzewać do decyzji, która zawsze we mnie drzemała ... Mianowicie zamiłowanie do grania, wcielania się w przeróżne role. Oczywiście ta decyzja była połączona z kilkoma niezależnymi osobami, abym coś zrobiła ze swoim głosem.
Następnie podczas kilkumiesięcznego zwolnienia lekarskiego, doszłam do wniosku, że nie mogę tylko dziękować za miłe słowa, ale muszę ZROBIĆ coś konkretnego, ale o tym jutro ...
Dobranoc