Dziś troszkę o naszym umyśle, który odgrywa bardzo istotną rolę w naszym życiu! Na pewno to wiecie, ale podczas szkoleń usłyszałam dwa świetne przykłady, które bardzo do mnie trafiły. Oto one.
Na dalekiej Skandynawii doszło do niefortunnego wypadku. Otóż pracownik kolejowy, który doglądał ogromnych zamrażarek, został przypadkowo zatrzaśnięty w wagonie na noc. Finału zapewne już się domyślacie. Tak, niestety zmarł, ale akurat tej nocy wyłączono wagony od zamrażania, a sekcja zwłok wykazała, że ów pracownik zmarł na hipotermię. Ten człowiek znał doskonale warunki w których pracował i zdawał sobie na pewno sprawę z tego, że zginie, że nie ma szans, a być może gdyby zaczął sprawdzać sprzęt i zorientowałby się, że wagon nie został podłączony, to jest nadzieja na ocalenie, a tak załamał się. To podobnie jak z placebo-siła psychiki i optymistycznego podejścia odgrywa tutaj ogromną rolę.
Drugim przykładem, na szczęście troszkę lżejszym jest pytanie: Dlaczego taki ogromny słoń nie próbuje zerwać łańcucha do którego został przymocowany? Przecież waży kilka TYSIĘCY kilogramów i mógłby to zrobić ... Nie martwcie się-ja też na początku nie wiedziałam. Odpowiedź wydała się taka prosta. Niestety jak słoniątko było małe, zostało przyzwyczajone do tego łańcucha, który faktycznie ciężko było mu zerwać. Tak mu się wdrukowało do słoniątkowej główki, że jak dorósł nawet nie próbował swych sił.
My właśnie tak często się zachowujemy. Jeszcze dużo zależy od naszych rodziców, opiekunów, wychowawców, czy środowiska w którym funkcjonujemy, co oni zrobią z naszymi talentami. Czy są dla nas osobami, przy których rozwijamy skrzydła, czy są racjonalistami, hamującymi nasze marzenia i prawdziwe "ja". Ciekawa jestem jak to jest u Was? Jakie macie osobowości? Jakie dary? Jak je pielęgnujecie i jak to było w Waszym dzieciństwie?
Pozdrawiam Was serdecznie, mając nadzieję, że nie gniewacie się,za to, że zakładam pewne odpowiedzi za Was :) , ale podczas konferencji na której byłam mnóstwo osób było zaskoczone tymi przykładami, stąd moja "odwaga" :)
z tym umyłem jest tak jak u nas z MPD NAS TEŻ SIE UCZY DOBREGO MYŚLENIA MÓWI SIĘ nam "czego się boisz przecież nie upadniesz" a my i tak się boimy puścić kule czy wózek jedni z nas mniej drudzy więcej ale się boimy mimo że pewnie jeśli nawet upadniemy nic nam nie będzie no ale tak to już jest i trudno nam jest nauczyć się innego myślenia... pozdrawiam:) Paweł
OdpowiedzUsuńNa pewno,nie jest to łatwe...Dziękuję Ci za Twój głos :) P.S.Marta w upadkach jest świetna-kiedyś wypadła z przymierzalnią w Maximusie.Ona w ogóle się tym nie przejęła,a ja przeżywałam przez pół dnia,bo wyglądało to dosyć groźnie.Ona natomiast uspokajała mnie,że ona potrafi bezpiecznie upadać :) Widok kul gdzieś dalej od niej i jej samej nie napawał optymizmem ... Śpij dobrze!
OdpowiedzUsuńmusiałaś o tym wspomnieć??
OdpowiedzUsuńbiedny chińczyk;)
Musiałam,bo nie da się o tym zapomnieć ;)))
OdpowiedzUsuńGrunt, że wyszłaś z tej całej sytuacji bez uszczerbku na zdrowiu, a p.Chińczyk i ja nie dostaliśmy zawału serca :)
Oby takich zdarzeń było jak najmniej! Buźka